W zeszłym roku o tej porze byłam w Londynie i obchodziłam Halloween, jak wszyscy na Wyspach. W Polsce to święto dla mnie nie istnieje, jakoś nie pasuje do melancholijno-przaśnej słowiańskiej kultury. Wszystkich Świętych i Zaduszki długo kojarzyły mi się ze smutkiem i pochylaniem głów nad grobami w listopadowym deszczu. Z wiekiem jednak dochodzę do wniosku, że to całkiem pogodny czas. Z jednej strony tęsknimy oczywiście za tymi, którzy odeszli. Z drugiej wreszcie mamy okazję chwilę z nimi porozmawiać, nawet jeśli odpowiada nam cisza. O zmarłych można opowiadać anegdoty. Przy nagrobku wolno się uśmiechać (mam nadzieję, że nad moim będzie słychać nawet donośny śmiech, byle nie złowieszczej satysfakcji). Wieczorami cmentarz skrzy się niczym choinka, a dzieci zaklejają buzie pańską skórką. Jest w tym święcie zadumy i pamięci kolorowy akcent, spokojny i spacerowy, ale jednak pogodny. Nie myślę zbyt dużo o śmierci, wspominam życie. Zapalam duchom świeczki, żeby mogły się ogrzać i przyleciały powiedzieć "cześć". Może gdzieś tam są, a może ich wcale nie ma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz