Zaczynam cykl portretów znajomych, którzy umieją w szczególny sposób zagospodarować przestrzeń swoich mieszkań. Niech ich własnoręcznie wykreowane otoczenie opowie coś o człowieku. O współczesnym, młodym mieszkańcu Warszawy. Te zdjęcia to pamiątka - oni tu są. A później: tu byli, tak wyglądali, tak się urządzili, tak sobie żyli.
Opowieść o najzwyklejszej rzeczy na świecie - spacerowaniu z psem. W tym wypadku po Ursusie, w okolicach dawnych zakładów. Właściciele powtarzają codzienny rytuał o podobnych porach dnia. Znają się z widzenia, pogawędek, często po imieniu zwierzaków. Tworzą kruchą, ruchomą mikrospołeczność i wpisują się w krajobraz.
Nie
szukałam harmonii kadrów w przestrzeni, której wyjątkowość polega na
industrialnym bałaganie. Zależało mi na spontanicznych, naturalnych portretach ludzi i ich futrzanych towarzyszy. Każda poza to wynik relacji
pan-pies. Modeli wyświeciłam lampą, żeby podkreślić ich charakter
odcinający się od dość surowej, pofabrycznej przestrzeni.
Pies, zwierzę spośród innych najdoskonalsze, mające najwyższy dar bystrości, rozpoznaje swojego pana i jest przyuczony do polowania na dziką zwierznę w kniei, do strzeżenia stad przed wilkami, pilnuje domu i dzieci swojego pana, a czasem pełniąc obowiązek obrońcy pada zabity. Umberto Eco, "Imię róży"
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zgodzili się wystąpić w sesji.