Centrum omijałam wczoraj z premedytacją. Temat na reportaż można przecież znaleźć wśród małych, lokalnych, dzielnicowych społeczności. Proste zwyczaje i prozaiczne świętowanie często tworzą syntetyczną soczewkę bez skrajności. W małej grupie łatwiej się skupić i zauważyć znamienne drobiazgi. Zdjęcie inaugurujące cykl (ze wględu na prawo cywilne wolę go nie publikować, chociaż rzecz działa się podczas publicznego wydarznia) jest, jak powiedział mój nauczyciel reportażu, mocne, świetne na otwarcie i bardzo tendencyjne zarazem. Wykonane bez złych intencji, ma być pewnym żartem z możliwości manipulowania fotografią. 11 listopada w Ursusie przebiegał tak naprawdę w miły, pokojowy sposób. Kombatanci z kokardami, w mundurach i beretach, szczególnie serdecznie dziękowali za zdjęcia. To, co działo się kilkanaście kilometrów dalej, pozostawiam bez komentarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz