"London was like a workshop. London was like a machine" - cytat z Virginii Woolf na liście od Dominiki. Zaszyta koperta, można otworzyć tylko w wypadku "emergency". Oto wielki brzuch megamiasta, wchłaniający miliony ludzi z całego świata, oto wyzwanie. "Właściwie, to jeśli ktoś poradzi sobie tam, poradzi sobie wszędzie" - stwierdziła Agata pod drzwiami kamienicy wnuczki Wyspiańskiego, parafrazując słynną piosenkę o innym mieście, które nigdy nie zasypia. Dzisiaj jeszcze spokojnie, bezpieczny schron za drzwiami z kołatką rodem z "Opowieści Wigilijnej (do Ebenezera pukało się własnie pyskiem lwa). Zamroczenie lotem o wschodzie słońca, na Okęciu piekło. Rozjechany rowerzysta na buspasie na Fulham Road, za rogiem, zablokowane ulice i roztrąbiony korek na Redcliffe Gardens. Zupełnie inne światło niż w Warszawie, chociaż jeszcze nie rozumiem, na czym ta różnica polega. I pierwszy spacer po okolicy.
Chelsea. Wąskie ulice, kamienice otynkowane na biało, kolumny. Sklep rowerowy, pralnia, klucznik, dom pogrzebowy z telebimem; a zza nich wyrastają, jedna po drugiej, coraz ładniejsze kawiarenki, piekarnie, sklepy i sklepiki, małe galerie sztuki, zielone ogródki; dwie dziewczyny ze słuchawkami na uszach biegną między pieszymi, blondynka z pieskiem, młody rudy mężczyzna w garniturze czeka na autobus. W końcu - pachnąca, cudowna, przytulna księgarnia, a w niej wszystko. Co drugiej okładce mam ochotę robić portret. Jest też Sasnal, Bruno Jasieński, Kapuściński. Domyślam się, że takich miejsc w Londynie mnóstwo. Od nich właśnie zacznę. Najpierw jednak trzeba się przekopać przez małe kłopoty - jak uruchomić telefon na kartę, gdzie kupić gniazdko, dlaczego angielskie prysznice mają takie nieporęczne gałki, gdzie wydrukować CV i gdzie znaleźć najzwyklejsze płatki owsiane, a nie "Scottish Porridge Oats"w luksusowym pudle na miarę Kellogg's za dwa funty. Pierwsze zwycięstwo - udana konfrontacja z maszyną do samoobsługowego płacenia w Tesco.
"Tylko nie przestawaj pisać. Pisz korespondencje. Masz do tego rękę, fatalnie, gdyby się to zmarnowało" - powiedział mi zatroskany brat. Na BBC o poranku główny temat i wielki problem to opublikowane w sieci zdjęcia Kate Middleton w wakacyjnej wersji topless. Terry Pratchett w wysokim czarnym cylindrze opowiada o nowej książce. Prognoza pogody - chmurnie z nadzieją na słońce po południu. Parasol zawsze pod ręką, zdjęcia na razie z telefonu, bo nie wiem jeszcze, gdzie można wywołać film.
Wieczorna rozmowa z ciocią, która od 32 lat mieszka w Londynie i świetnie sobie tu poradziła. "Gdybym miała cofnąć czas wiedząc, jak to się wszystko potoczy, czy nadal zdecydowałabym się tu zostać? Nie wiem. Życie emigranta jest ciężkie. Tutaj podejmuje się decyzje, których w ojczyźnie by się nie podjęło, tutaj życiem rządzi przypadek."




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz