czwartek, 22 listopada 2012

Kroniki londyńskie. Uciec, ale dokąd?


Materiały prasowe.

Jakie jest Chelsea? Bardzo skupione na wyglądzie, luksusie i pieniądzach. Chude kobiety w nieokreślonym wieku biegają popołudniami ze słuchawkami w uszach, mimo tłoku na chodnikach. Wyłącznie drogie knajpy, wyłącznie bogaci ludzie, zza których wychylają się niekiedy chorzy psychicznie i alkoholicy. Tak naprawdę to chyba wszyscy w Chelsea są pijakami, ubranymi w Dolce&Gabbana.                                                    
Nie. To nie do końca prawda. Ludzie tworzą tutaj mikroświaty – na Fulham Rd trochę się znamy, chłopak od kwiatów wpada do naszego pubu na Guinessa z syropem jagodowym, dziewczyna kolegi zza baru pracuje w kawiarni tuż obok sklepu z książkami, wszyscy się schodzą na coniedzielne piwo. Próbujemy tworzyć jakąś wspólnotę w szalonym mieście zwanym Londynem. Prawie każdy skądś uciekł. Davide z małej wioski na granicy Włoch i Szwajcarii, gdzie miał najpiękniejsze widoki na Ziemi, góry i jeziora, ale niewiele poza tym. Zanda z Łotwy, bo było jej za ciasno. Elena z Sewilli, zwiała przed bezrobociem i rutyną. Shiba z Nepalu, przed zimnem i dziczą. Andrea z Alessandrą z Rimini, przed brakiem nowych wrażeń. Daliśmy nogę do „miasta pracowni, miasta maszyny”.    

Obejrzałam niedawno dokument o pragnieniu ucieczki, „Somewhere To Disappear”, w The Photographer’s Gallery. Trailer zauważyłam już jakieś pół roku temu. Wyglądał poetycko, romantycznie, uwiódł mnie pięknymi zdjęciami i głównym bohaterem – fotografem Aleckiem Sothem. Przede wszystkim zatęskniłam za przepastnymi amerykańskimi krajobrazami, wśród których ludzie szukają azylu. Uciekłam z Warszawy do Londynu, który okazał się ciasny, ciężki i przytłaczający. A jednocześnie wspaniały, gościnny, kumulujący wielokulturowy świat, na każdym kroku rzucający wyzwanie. „Somewhere To Disappear” to takie samo rozczarowanie i odkrycie.  Piękno z trailera jest w dokumnecie znacznie ostrzejsze i pozbawione idyllicznej otoczki. Sportretowani uciekinierzy: na przykład skin, który ukrywa się w jaskini przed wyrokiem kolegów. Albo Tony, maltretowany w dzieciństwie, patrzący na świat przez szpary okien zabitych deskami. Pustelnik homoseksualista, który uwił sobie całkiem przytualne gniazdko na środku pustyni, gdzie choduje konie. I nie wiadomo, skąd ma na to pieniądze. Krajobrazy są piękne, ale bohaterowie to bardziej wyrzutki społeczeństwa, skrzywdzeni, szaleni, uzależnieni. My po prostu chcemy tutaj żyć, upijać się codziennie i jarać trawę. Takie życie wybraliśmy – stwierdza jeden z członków męskiej społeczności alkoholików, żyjącej gdzieś w głębi Stanów. To nie jest film o trampach z „Into the Wild” czy współczesnych poszukiwaczach złota. Najciekawszym bohaterem okazuje się fotograf Alec Soth i jego poszukiwanie mitycznej krainy ucieczki, jego tęsknota za izolacją i odpoczynkiem od szalonego społeczeństwa, które narzuca nam wszystkim tempo trudne do zniesienia. Znalazłam w tym dokumencie opowieść o marzeniu, o poszukiwaniu jego realizacji.

                         


Twórcy filmu - młodzi, cudownie szczerzy, skromni, ładni i pełni zapału Laure Flammarion i Arnaud Uyttenhove - bez pijarowego  ściemniania opowiadali o swojej pracy. Nie są parą, ich romans ma czysto profesjonelną naturę. Doskonale się rozumieją jako zespół twórców. Laure jest 27-letnią Francuzką, Arnaud 31-letnim Belgiem Poznali się w szkole reżyserskiej w Paryżu. Swoją postawą, wrażliwością i pomysłami przypominają mi o wszystkich najbardziej wartościowych artystach, jakich miałam okazję poznać. Zadałam im kilka pytań.


Jakich ludzi-uciekinierów spodziewaliście się spotkać, zanim wyruszyliście w trasę w Aleckiem Sothem?

Arnaud: W pierwszej chwili pomyślałem, że pewnie nigdy nam się nie uda znaleźć takich ludzi.
Laure: Nie miałam żadnych oczekiwań. Byłam bardzo otwarta na to, co się wydarzy, a mogło się wydarzyć wszystko...

Czyli rzeczywistość  w żaden sposób was nie zaskoczyła/rozczarowała?

A: Nie myślałem, że zdołamy pokonać aż tyle kilometów, więc różnica między moimi oczekiwaniami a rzeczywistocią jest równa jakimś 20 tysiącom mil.
L: Dzięki temu, że nie miałam pojęcia, co się wydarzy, wszystko było dla mnie jak dar od losu. Nie zawsze łatwy dar, ale jednak dar!

Jaki rodzaj ludzi ucieka w Ameryce od społeczeństwa?

A: Wydaje mi się, że każdy raz na jakiś czas marzy o ucieczce. To taki uniwersalny sen, który każdemu towarzyszy. Nawet, jeśli nigdy się nie decydujemy uciec w rzeczywistości.

L: Próbowaliśmy pokazać w filmie, że marzenie o ucieczce nie jest tylko szaleństwem bezrozumnych wariatów, ale sekretnym marzeniem, które wszyscy skrycie dzielimy.

Jaka jest różnica między pragnieniem ucieczki a rzeczywistą ucieczką?

A: Po prostu wyrusz w drogę, a sama się przekonasz.

L: Myśl/Akcja
    Sen/Rzeczywistość
    Frustracja/Wolność

Na spotkaniu wspomnieliście, że realizowaliście film prawie bez pieniędzy. Jak to możliwe?

A: Robienie filmu zupełnie bez pieniędzy byłoby niemożliwe. 
Mieliśmy producenta.

L: Tak, zrealizowaliśmy ten film z minimalnym budżetem, ale jednak z jakimś! Nasi producenci byli pomocni. Jednak nie oszukujmy się – dokumenty to nie jest działalność dochodowo-przemysłowa. No, chyba, że nakręcisz coś o młodej matce narkomance na zamówienie telewizji!

Czy ta podróż z Aleckiem była waszą osobistą ucieczką przed codziennym życiem, pracą, rutyną?

A: Pierwsza podróż z trzech tak, ostatnia z nich już nie...

L: Może rzeczywiście!

Jak Alec zareagował, kiedy pierwszy raz obejrzał film?

A: Podobało mu się. Ale wszyscy poczuliśmy się trochę nostalgicznie, tęskiniśmy za byciem w drodze.

L: Tak, dokument bardzo mu się podobał i odetchnęliśmy z ulgą!

Nad czym teraz pracujecie?

A: Myślimy nad kolejnym filmem o związanym z fotografią. Poza tym realizujemy własne oddzielne projekty.

L: Piszę scenariusz do komedii i kontynuuję realizowanie dokumentalnych portretów artystów.

Pokażecie „Somewhere To Disappear” w Polsce jakoś niedługo?

A: Nasz film już raz był tam wyświetlany [Gliwice, Czytlenia Sztuki], czemu nie wyświetlic go po raz drugi?

L: Kocham Polskę i bardzo bym chciała, żeby nasz film żył własnym życiem. Bardzo chętnie pokażemy go znowu i znowu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz