Piękny jak ci chłopcy z Oksfordu chłopiec właśnie rzucił pracę w moim pubie. Arystokratyczna uroda, wytrawna angielszczyzna niemal z XIX wieku, nienagannie wysmukła sylwetka i wspaniale zmierzwiona, gęsta czupryna. Nie będę tu harował jak niewolnik, podczas gdy kucharze na górze przemycają wódkę zza baru i robią sobie imprezę. A potem nie dostaję kolacji przez 7 godzin, zjadam kawałek sausage roll (taka kiełbasa zawinięta w ciasto francuskie, zagryzana do piwa) i to ja mam kłopoty. Za psie pieniądze! Tu w Londynie mogę sobie znaleźć milion lepszych, dobrze płatnych posad i będę traktowany należycie. To miasto jest najwspanialsze na świecie, a widziałem już wiele miejsc - Singapur, Tokio, Nowy Jork, Berlin, Paryż...
Junior, bo tak go nazywaliśmy, pochodzi z angielskich wyższych sfer. Żąda od świata wszystkiego, co najlepsze - jest ostatnią osobą zdolną do usługiwania innym za minimalną stawkę. Emigranci mają inny system wartości i skrajnie różne podejście do pracy. Ambicje spadają do minimum - ma być uczciwie, pensja na czas, a resztę jakoś się zniesie. Zapytałam Juniora, czemu uważa Londyn za najwspanialsze miasto świata. Nie jestem jeszcze przekonana co do jego najwyższości, chociaż doceniam walory. A potem powtórzyłam to pytanie kilkakrotnie.
Alex Junior
Londyn ma niesamowitą historię. Poza tym jest tyle cudownych barów, restauracji, klubów, miejsc, gdzie można pójść. Teatr na West Endzie, w Barbicanie, i mnóstwo innych atrakcji. Najlepiej idź do Soho i eksploruj! Tak, to jest miasto dla bogatych ludzi, ale cóż, w końcu centrum finansowe świata.
Nie przekonał mnie. Bary i restauracje nie robią wielkiego wrażenia, kiedy się lubi pić wino nad rzeką albo w parku. Ale biorę poprawkę na to, że jest młodziutki, bardzo dumny ze swojego kraju i że w wieku 21 lat knajpy, imprezy są właściwie najważniejsze. Pamiętam ten czas. Poza tym domyślam się, że człowiek wychowany na pieniądzach i wielkim dostatku ocenia świat innymi kategoriami. Nie mówię, że lepszymi.
Freddie, Szkot, stały bywalec pubu
Lubię Londyn, bo to mój dom. Życie mnie tutaj przywiodło. Byłem żołnierzem, stacjonowałem w Niemczech i w Norwegii. Potem założyłem rodzinę, a następnie stałem się gejem. I tak już jestem, popijam w pubach, żyję z dnia na dzień...
Elena, pracuje w pubie
Londyn jest super, bo wiele oferuje. Tyle się dzieje. Zawsze jest gdzie pójść. Można łatwo znaleźć pracę, w Hiszpanii bardzo trudno. To miasto zwyczajnie nie może się znudzić. Sewilla naprawdę była nużąca, po prostu za mała. Ale nie wydaje mi się, żeby to miasto było najwspanialsze na świecie, na pewno wolę Nowy Jork, a z czasem chcę pomieszkać we Francji. Wcale nie tutaj.
Z Eleną zgadzam się całkowicie.
Jacek - w Londynie przelotem, wpadł z teatrem na występ. Pierwszego dnia promieniał miłoscią i entuzjazmem do tego miasta, trzeciego popołudnia przybył na spotkanie rozdrażniony.
To jest naprawdę świetne miasto. Sztokholm, gdzie mieszkałem kilka lat, to przy nim wiocha. Ale tu się chyba nie da żyć! Jakieś bogate szychy sobie poużywają, a reszta tylko haruje. I to przeklęte metro, udusić się można, a drogie piekielnie. I hałas dookoła. W życiu bym nie chciał tu mieszkać. Warszawa jest super.
Londyn męczy i upaja, ciągle trzeba tu o coś walczyć, ale zdarzają się chwile, które wiele wynagrodzą. Gdzie indziej menadżer sąsiadującego klubu zaprosiłby mnie o 1 w nocy na drinka i potraktował jak vipa, tylko dlatego, że mieszkam przez ścianę? Gdzie spotkałabym sąsiada w środku nocy palącego w bramie papierosa w piżamie i w futrze? Gdzie indziej miałabym okazję zobaczyć tak spektakularny koncert Efterklang z orkiestrą symfoniczną, jeśli nie w Barbicanie? Albo poznać wspaniałych, młodych francuskich reżyserów, którzy nakręcili świetny dokument drogi o amerykańskim fotografie. Gdzie indziej mogłabym pracować w pubie i się nie przejmować? Może w Nowym Jorku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz