Pamiętam taką chwilę. Przeglądałam rodzinny album mamy i nie mogłam się oderwać od zdjęć, które przenosiły mnie w przeszłość, a jednocześnie żyły własnym życiem i własną historią, dryfującą swobodnie wokół ciasnych ram kadru. To wtedy zaczęłam męczyć tatę o jego stare lustrzanki, masywne jak cegła, nie takie znowu łatwe w obsłudze, kryjące w sobie tajemnicę: jak wyjdą pierwsze zdjęcia po kilkudziesięciu latach?
I zaraz potem w moim życiu zjawił się amerykański fotograf Ryan McGinley. Przeczytałam o nim na jakiejś lanserskiej stronie, walącej czołem o ziemię przed Nowym Jorkiem. Reszta dnia przepadła, lewa ręka cierpła mi od przytrzymywania głowy wypełnianej treścią z monitora. Zdjęcia Ryana, wywiady z nim na amerykańskich stronach, legendarne opowieści o rozpustnym życiu miasta, które nigdy nie zasypia, ale w obiektywie wygląda świetnie. I te fotograficzne baśnie o młodych, gołych ludziach-elfach, wpisane w przepastny krajobraz Stanów Zjednoczonych, w busz, góry, rzeki, jeziora, oceany. Słodycz z pieprzem: ryanmcginley.com. Ryan McGinley - wielka gwiazda fotografii gdzieś za oceanem.
I zaraz potem w moim życiu zjawił się amerykański fotograf Ryan McGinley. Przeczytałam o nim na jakiejś lanserskiej stronie, walącej czołem o ziemię przed Nowym Jorkiem. Reszta dnia przepadła, lewa ręka cierpła mi od przytrzymywania głowy wypełnianej treścią z monitora. Zdjęcia Ryana, wywiady z nim na amerykańskich stronach, legendarne opowieści o rozpustnym życiu miasta, które nigdy nie zasypia, ale w obiektywie wygląda świetnie. I te fotograficzne baśnie o młodych, gołych ludziach-elfach, wpisane w przepastny krajobraz Stanów Zjednoczonych, w busz, góry, rzeki, jeziora, oceany. Słodycz z pieprzem: ryanmcginley.com. Ryan McGinley - wielka gwiazda fotografii gdzieś za oceanem.
I nagle, tego lata, poznałam Elizabeth. Wpadła do Polski na wakacje z Nowego Jorku, żeby zamknąć w przezroczystym kubku po kawie bezgłowego, przerażającego robala z Puszczy Białowieskiej. Martwa zdobycz stoi u niej w pokoju, ponoć okrywa klątwą właścicielkę oraz osoby z jej otoczenia. Elizabeth lubi takie mroczne historie, demonstruje mi przy piwie ząb aligatora przechowywany z portfelu. Skąd go wzięła? Z dwutygodniowej, szalonej wyprawy po południu Stanów. Pozowała do plenerowych zdjęć zaprzyjaźnionemu fotografowi, popularnemu w USA. Ryanowi McGinley.
"O, słyszałaś o nim? To mój dobry kolega, znamy się z Nowego Jorku. Zrobił mi kilka zdjęć i zaprosił na sesję w podróży, razem z grupą innych modeli, dziewczyn i chłopaków, w większości młodszych ode mnie. To było zwariowane, wspaniałe przeżycie, trochę punkowe. Pracowaliśmy w dziwacznych, często odludnych przestrzeniach. Wskakiwaliśmy na dziko do wody, w której pływały aligatory, co nie jest zbytnio dozwolone. Ryan jednak do niczego absolutnie nie zmusza. Jeżeli ktoś się boi, po prostu pyta, czy aby na pewno ten ktoś nie chce w głębi duszy strachu przełamać. Jest bardzo delikatną, wrażliwą osobą. Najwspanialsze w tej eskapadzie była wspólnota, którą zbudowaliśmy. Przebywaliśmy i podróżowaliśmy prawie wyłącznie w swoim towarzystwie, opiekowaliśmy się sobą nawzajem, stworzyliśmy na bazie całkowitego zaufania jeden organizm z grupy ludzi. Każda sesja to efekt porozumienia, wzajemnego wpływania na siebie... Ten projekt będzie skończony dopiero w przyszłym roku."
| Elizabeth w Warszawie.
Elizabeth na co dzień też ma piękne życie. Dopiero 24 lata, a już
zwiedzony kawał świata, od Alaski, Tahiti przez Francję, Polskę i wiele innych
zakamarków globu. W Nowym Jorku pracuje między innymi w wydawnictwie
projektującym artystyczne książki: http://peradam.info/, a w wolnych chwilach zajmuje się
rzeźbieniem i tworzeniem sztuki: http://elizabethjaeger.com/,
bo przecież studiowała na Akademii Sztuk Pięknych. "Powinnaś pojechać na
Tahiti, spodobałoby ci się tam! Ale wiesz co, Polska też jest pięknym krajem.
Plaże nad Bałtykiem, okolice Białegostoku... To kiedy przyjedziesz do Nowego
Jorku?"
Mam nadzieję, że jak najszybciej. Nigdy tam nie byłam.
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz